poniedziałek, 16 września 2013

Zamek na wzgórzu

Ostatni tydzień spędziliśmy dość intensywnie. Staram się nadrobić zaległości z przed roku, kiedy to jedyną moją wyprawą była podroż z łózka do kuchni lub łazienki i z powrotem. Każdego dnia wytrwale starałam się tylko o pozytywne myśli.
Dużo marzyłam i wyobrażałam sobie jak to będzie wspaniale kiedy już małe różowe nożyki będą  wśród nas. Jednak mimo moich starań, wewnętrznie wciąż walczyłam ze strachem, modląc się nieustannie aby Bóg tym razem nie odebrał mi mojego nie narodzonego dziecka.
Modlitwy przez niebiosa wysłuchane zostały, dziecię piękne, cale i zdrowe na świecie się pojawiło. Nic tylko cieszyć się życiem, nie narzekać, nie marudzić i Bogu za wszystko co posiadamy dziękować.
Pogoda nadal wyborna ,wiec kusiło nas z mężem, aby gdzieś się wybrać. Zawsze podczas naszych wycieczek po Transylwanii widzieliśmy w oddali na wysokim wzgórzu zamek.


Postanowiliśmy wiec, ze tym razem to on stanie się  celem naszej rodzinnej wyprawy. . Po dotarciu na wzgórze traktorem z wagonikami. Oczom naszym ukazały się jasne masywne mury obronne.


Za murami zdziwienie ogromne, bo forteca w niczym zamku nie przypominała. Zamiast widoku typowego zamczyska pojawiło się małe urocze miasteczko z kamiennymi domkami , romantycznymi wąskimi uliczkami i zapierającą dech w piersiach panoramą miasta Rasnov (Siedmiogród). Nie takie wyobrażenie miałam o tym zamku a tu mila niespodzianka. Takie klimaty to ja akurat lubię. Twierdzę zbudowali Krzyżacy w 1225 roku i była ona schronieniem mieszkańców okolicznych wsi.

 
 




Po lewej studnia o głębokości 173 metrów. Kopanie tej studni zajęło aż 17 lat.
Mój mąż z Aneczką
a tu  ja z  moimi dziewczynkami



Na terenie budowli można było wypożyczyć kostiumy z tamtego okresu i porobić sobie fotki. Bianca z tatusiem od razu wskoczyli w mediewalne wdzianka , biała bron poszła w ruch a moja córeczka-chłopczyca w swoim żywiole, jak zaczęła mieczem wywijać to strach mnie obleciał, ze jeszcze nie daj Boże uszkodzi to żelastwo a przecież kobieta wyraźnie prosiła ze delikatnie z tym sprzętem obchodzić się trzeba.


Po boju walczącym jeść się zachciało, wskoczyliśmy więc do pobliskiego miasta Brasov, by głód wojowników zaspokoić. W Brasov ludzi pełno. Człowiek przy człowieku. Festiwal piwa, czy coś w tym stylu się tam właśnie odbywał. Na rynku wielka scena, ktoś na scenie ludowe przyśpiewki wyśpiewuje a nasza Anca w płacz. Mała w przeciwieństwie do siostry szaszoru i tłumów nie znosi. Chcąc nie chcąc musieliśmy się stamdąd pędem zabierać . Szkoda mi się zrobiło bo ja tak lubię spacery po tej pięknej Starówce ,ale mimo wszystko dzieciak najważniejszy.
Wrzesień to również czas festynów w sąsiadujących z nasza wsią miastach. Bianca wymusiła na nas ze choć na chwilkę musieliśmy na każdym zagościć. Dużo tam atrakcji dla dzieci, dla mnie zresztą także. Rzemieślnicy i wytwórcy z rożnych regionów Rumunii  prezentują swoje wyroby.


 
 


Za dużo jednak się nie naoglądałam Biania chciała atrakcji typu dmuchane ogromniaste zjeżdżalnie, karuzele, samochodziki, kule dmuchane itd a Anca chciała do domciu, widać kolejny wyżynający się ząbek totalnie pozbawił ja dobrego humoru., No trudno za rok Anusia będzie starsza to sobie po tych stoiskach pobuszuje. Dzieci uczą nas cierpliwości - pomyślałam!




6 komentarzy:

  1. Rzeczywiście miasteczko z daleka nie zapowiadało się na takie urocze miejsce. Bianca ma powalającego misiaka- pluszaka :) nasza Sprężynka właśnie dojrzała go na zdjęciach i prawie wcisnęła mi ekran komputera z takim zapałem go szturchała palcem ;)Chętnie bym pobuszowała po tych straganach, ale rzeczywiście przy akompaniamencie dziecięcego płaczu to nic przyjemnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pluszak to wlasnorecznie zrobiona zyrafka. Wykonala go moja rumunska przyjaciolka. Bianca ja uwielbia.

      Usuń
  2. Piękna opowieść ... dziękuję , że "zabrałaś" mnie na wycieczkę po tak uroczym miasteczku w Transylwanii :)... bardzo lubię oglądać takie fotorelacje z miejsc , których jeszcze nie udało mi się odwiedzić ...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale piękne zdjęcia!!! Rób jak najwięcej - niesamowity klimat!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zwiedzanie z dzieciakami czy gotowanie z nimi ;) wymaga od nas mam nie tylko cierpliwości ale i pomysłu na to co zrobić, żeby wszyscy byli zadowoleni ;)
    Wyprawa wygląda na mega udaną! Uwielbiamy takie miejsca!

    OdpowiedzUsuń